Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytatologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytatologia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 stycznia 2017

inna opowieść

Czekały na nią całe pokolenia z utęsknieniem wpatrując się w Niebo.

„Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo”(Ga 4,4).

Tak zaczyna się nowa opowieść Boga o miłości do człowieka. Po cichu, skromnie i zwyczajnie. Zbyt prosto jak na ludzkie wyobrażenia. Odwraca się kolejna karta historii świata.

Każdy z nas pisze swoją opowieść w życiu. Nie zawsze są to słowa zapisane w pamiętnikach, dziennikach duchowych, na kartach kalendarza, w blogach czy na facebook’u. Nasz opowieść to historia wyborów, porządku wartości, którymi żyjemy, spotkań i rozstań z różnymi ludźmi, to wreszcie opowieść o naszej miłości przeżywanej w swoim sercu adresowanej do Boga i ludzi. W każdy rozdział naszego życia Bóg chce się wpisać ze swoim Słowem. Ono cierpliwie czeka u naszych drzwi.

Bo Słowo Boga w Osobie Jezusa Chrystusa, jako jedyne na świecie ma tę moc, aby burzyć płytkie zwyczaje, odzierać z pozorów ckliwość bożonarodzeniowego ucztowania po to, by zbudować coś zupełnie nowego, lepszą jakość życia, miłości, wiary, wspólnoty, rodziny, samotności, cierpienia i choroby niż możemy sobie wymyślić i po ludzku zaplanować. „W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1,4). W Jezusie kryje się więc tajemnica treści naszego życia. Ono różnie wygląda. Jednych z nas cieszy, bo wszystko się dobrze układa, innych smuci, bo piętrzą się problemy wydające się nie do pokonania.

Bóg w swoim Synu przynosi nam też światło, byśmy w jego blasku przyjrzeli się naszym wydarzeniom. Ono poraża miłością, choć niekiedy ukazuje wiele brudu, grzechu i zła, które są także częścią naszej ludzkiej opowieści. To światło jest zarazem Słowem, które potrzebuje wpisania Go do naszej księgi: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1,12). A przecież potrzebujemy w życiu siły, energii, mocy aby wypełnić swoje powołanie, sprostać codziennym zadaniom. Moc Bożego Słowa, gdy je przyjmiemy, gdy Go będziemy słuchali, gdy pozwolimy Mu pisać wespół naszą historię pozwoli nam stawać się coraz lepszymi i dojrzałymi dziećmi Bożymi. Dziećmi, które jak małe pociechy ufają swoim rodzicom, zaufały Słowu Boga, które wypowiada się w Osobie Jezusa Chrystusa.


 

środa, 27 kwietnia 2016

List do Diogneta

Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym. Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich. Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz nie do uwierzenia prawa, jakimi się rządzą.

Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. 
Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą. 
Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba. Słuchają ustalonych praw, a własnym życiem zwyciężają prawa. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują. Są zapoznani i potępiani, a skazywani na śmierć zyskują życie. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im niedostaje, a opływają we wszystko. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani, radują się jak ci, co budzą się do życia. Żydzi walczą z nimi jak z obcymi, Grecy ich prześladują, a ci, którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.

Jednym słowem: czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie. 
Justyn Filozof

sobota, 23 kwietnia 2016

pułkownik Zygmunt Szendzielarz ps. Łupaszka

Żegnamy bohatera, o którym mówiono, że był bandytą; wielkiego polskiego patriotę, którego nazwano niemieckim kolaborantem; żołnierza niezłomnego, który był wyzywany zaplutym karłem reakcji.
Wraz z tym pożegnaniem witamy Polskę niepodległą, Polskę, której miało nie być, którą miano zadusić i wymazać z serc, kart historii, mapy świata, rzeczywistości międzynarodowej.

Chwała ci panie pułkowniku, chwała twoim żołnierzom, chwała niezłomnym bohaterom!
minister obrony narodowej Antoni Macierewicz 

piątek, 25 marca 2016

wielki...


things have been turned upside down...

In the interview, Pope Benedict said: “For people today, unlike at the time of (Martin) Luther and from the classical perspective of the Christian faith, things have been turned upside down in a certain sense: Man no longer thinks he needs to be justified in God’s sight, but rather he is of the opinion that it is God who must justify himself because of all the horrendous things present in the world and in the face of human misery.”
The extreme synthesis of such an impression, he said, could be formulated as: “Christ did not suffer for the sins of men, but in order to cancel the faults of God.”
“Even if today the majority of Christians would not share such a drastic overturning of our faith, you could say that it indicates a basic tendency,” the retired pope said.
Another sign of a strong change in general thinking that challenges at least medieval Christian thought, he said, is “the sensation that God cannot simply allow the perdition of the majority of humanity.”
Yet, the Pope Emeritus said, there still exists a general perception that “we need grace and pardon. For me it is one of the ‘signs of the times’ that the idea of God’s mercy is becoming increasingly central and dominant” in Christian thought.

For the sake of His sorrowful Passion, have mercy on us and on the whole world...

czwartek, 25 grudnia 2014

Kolęda u ł a ń s k a

"Szwadron stój!" Rotmistrz w górę podniósł rękę,
Zobaczyli na polanie stajenkę.
Prostą szopę, całą śniegiem otuloną.
Ale blaskiem gorejącym rozjarzoną.
"Do modlitwy!" Już komenda pada.
Wybiegł Józef, palce do ust przykłada...
Już, już mieli kolędę zawrzasnąć,
- Cyt, chłopaki - dopieruchno zasnął.
Od ust trąbki odjęli trębacze
Bo się zbudzi Dzieciątko i rozpłacze
Tylko Jasio się z szeregu odzywa:
- Gruchnąć by Mu z karabinów na wiwat!…
Lecz pan wachmistrz brew zmarszczył - Ja ci gruchnę!
Kogo straszyć chcesz - Najświętszą Matuchnę?
Więc się tylko każdy w siodle wyprostował,
A pan rotmistrz Stajenkę salutował ...
Potem w ciszy, pluton za plutonem,
W prawo patrz, Jezuskowi  - z fasonem,
Przejechali, w noc, kędy im droga,
Koń nie parsknął, nie zadźwięczała ostroga.
Obudziło się Dziecię, zapytało:
- Wojsko piękne tu Matuś, jechało?
- Śniłeś, Synku. Ci chłopcy i te konie
Są już w Twoim niebieskim garnizonie,
Już niewielu się po ziemi kołacze,
- Jakże to tak? - pyta Jezus i płacze.
- Ach, w Katyniu głowa tego rotmistrza
W krwawym piachu oczodoły wytrzeszcza.
- A porucznik ten młody smagłolicy,
Przez Gestapo zamęczony w piwnicy.
- A ci zgrabni dwaj podchorążowie,
Na powstańczym legli Mokotowie.
- A ten wachmistrz - także już umarły,
W tajdze tyfusowe wszy go zżarły.
- A Jasio, co Ci chciał narobić huku,
Na minie wyleciał w Tobruku.
Rozpłakało się Dzieciątko na serio
Z żalu za tą polską kawalerią,
Co po waszej pasterze kolędzie,
Gdy takiego wojska już nie będzie...

Janusz Minkiewicz

niedziela, 30 listopada 2014

w oczekiwaniu na Przyjście

Są takie dwa dni w roku, kiedy nic nie można zrobić. Jeden nazywa się Wczoraj, a drugi Jutro. DZISIAJ jest najlepszym dniem bo kochać, wierzyć, działać i żyć.
Dalaj Lama

Istotnie, cały świat jest zbyt wyłącznie zajęty sobą, aby można mieć poważne zdanie o kimś innym, z leniwą gotowością akceptuje się ten stopień szacunku, jaki bez wahania okazujesz sobie. Bądź, czym chcesz, żyj, jak chcesz, ale okazuj dufną zuchwałość, bez nieczystego sumienia, a nikt nie będzie moralnie śmiał gardzić tobą. Spróbuj z drugiej strony stracić zgodę z sobą, zadowolenie z siebie, pokaż, że sobą gardzisz, a na oślep przyznają ci słuszność.
Thomas Mann


sobota, 18 października 2014

I have a dream of the future

What I do you cannot do; but what you do, I cannot do. The needs are great, and none of us, including me, ever do great things. But we can all do small things, with great love, and together we can do something wonderful.
Mother Teresa


sobota, 5 kwietnia 2014

sztuka asertywności

Jeśli jesteś asertywny…

konfliktowe sytuacje nie są dla ciebie polem walki, gdzie musisz zawsze udowodnić, że to ty masz rację,

twoje zachowanie nie narusza praw innych osób,

grzecznie odmawiasz, gdy coś ci nie pasuje, ale zawsze podajesz przyczynę swojego postępowania,

dajesz innym prawo, by ci odmówili, gdy ich o coś prosisz,

nie manipulujesz ludźmi,

prosisz a nie wydajesz rozkazy; mówisz: "Czy mógłbyś…" zamiast "Weź zrób mi…",

chodzisz z podniesioną głową, pewnym krokiem, a podczas rozmowy patrzysz ludziom w oczy,

nie podejmujesz decyzji za innych (jeśli o to nie prosili),

umiesz przyjmować pochwały ("Dziękuję za uznanie, rzeczywiście napracowałem się nad tym i dobrze mi wyszło").

czwartek, 31 października 2013

wchodząc w wyspiarską jesień...


No man is an Iland, intire of it selfe; every man is a peece of the Continent, a part of the maine; if a Clod bee washed away by the Sea, Europe is the lesse, as well as if a Promontorie were, as well as if a Mannor of thy friends or of thine owne were; any mans death diminishes me, because I am involved in Mankinde;
And therefore never send to know for whom the bell tolls; It tolls for thee...
John Donne
(pisownia oryginalna)

poniedziałek, 15 lipca 2013

a bit of poetry

The Word
A pen appeared, and the god said:
'Write what it is to be
man.' And my hand hovered
long over the bare page,
until there, like footprints
of the lost traveller, letters
took shape on the page's
blankness, and I spelled out
the word 'lonely'. And my hand moved
to erase it; but the voices
of all those waiting at life's
window cried out loud: 'It is true.'

Ronald Stuart Thomas

sobota, 1 czerwca 2013

Czego potrzebuje prawdziwy mężczyzna?

Powoli zbliża się kolejna zmiana w moim życiu. Nie pierwsza i zapewne nie ostatnia. Podsumowując ten czas spędzony tutaj, na końcu świata, to zawieszenie pomiędzy actio a contemplatio dochodzę do następujących wniosków.

Mężczyzna w swoim życiu do pełnego rozwoju potrzebuje trzech następujących rzeczy.
Po pierwsze: kontaktu z ludźmi, którzy są autentyczni. Musimy się uczyć autentyczności i szczerości. Nie możemy zachowywać postawy "jestem ponad to", jeśli w rzeczywistości coś nas bardzo poruszyło (coś nas obchodzi, boli, dotyka). Musimy przestać udawać, że się wstydzimy, jeśli jesteśmy czegoś niepewni albo czujemy się słabi. I musimy być odważni, kiedy chcemy czegoś dokonać. Silni, kiedy jesteśmy siebie pewni. Ostrożni, kiedy czujemy ryzyko. Okazywać smutek, kiedy pragniemy, żeby nas ktoś pocieszył. Wyrazić gniew, jeśli ktoś przekracza nasze granice, i okazać zmęczenie, jeśli jesteśmy zmęczeni. Autentyczność jest zaraźliwa. Łatwiej kochać ludzi, którzy są autentyczni, bo wiemy, czego się spodziewać, łatwiej można wyjaśniać konflikty, wspólnie cieszyć się z tego, co lubimy i respektować wzajemnie swoje granice. Człowiek staje się autentyczny tylko wtedy, kiedy czuje się pewny siebie, kiedy jego poczucie własnej wartości jest zbalansowane, zrównoważone.

Po drugie: kontaktów z ludźmi, którzy akceptują go takim, jakim jest. Mam swoje plusy, mam też swoje minusy. Są strefy w których czuję się dobrze, moje mocne strony, ale istnieją także równolegle strefy w których niedomagam, które są moją słabością. Trzeba się uczyć nie oceniać siebie ani innych. Warunki, które sprawiają, że kogoś akceptujemy albo odrzucamy, okazują się ostatecznie zawsze tylko zbiorem uprzedzeń. Jeśli to prawda, że każdy człowiek jest nieskończenie cenny, byłoby bezzasadne i głupie oceniać jego wartość miarą sukcesu, posiadania, atrakcyjności itp. Oczywiście, w oczach każdego człowieka jedni są bardziej atrakcyjni, a inni mniej. Lecz musimy zrozumieć, że odczuwane przez nas sympatie czy antypatie są przejawem naszego wewnętrznego ograniczenia i nie wynikają z obiektywnych cech, jakie inni posiadają lub nie. "Ja jestem w porządku i ty jesteś w porządku" nie oznacza w tym kontekście, że mamy odnosić się do siebie bezkrytycznie i żyć bez konfliktów. Ale krytyka i starcia w konfliktach nie powinny prowadzić do negowania czyjejś wartości.

Po trzecie: mężczyzna potrzebuje kontaktów z ludźmi, którzy interesują się jego wnętrzem, ponieważ on sam musi się uczyć wczuwać w sytuacje i przeżycia innych. Musi oduczać się postawy typu "wiem-co-masz-zrobić" i zacząć słuchać. Przyjemnie jest obcować z ludźmi, którzy nie mają potrzeby ciągle zmieniać innych, lecz potrafią brać ich takimi, jakimi są. Z ludźmi, którzy nie muszą wiedzieć, ale czują. Z ludźmi, którzy uważnie potrafią wysłuchać innych, nie traktując ich z góry. Potrzebujmy czasami ludzi, którzy pomogą nam znaleźć słowa na to, czego sami jeszcze sformułować nie umiemy. Którzy z wyczuciem i taktem pomogą nam zobaczyć się w prawdzie.

Empatia, bezwarunkowy szacunek i autentyczność to trzy warunki niezbędne do tego, by mogła się kształtować tożsamość mężczyzny w relacjach z innymi ludźmi. W ich klimacie rozwija się osobowość - i męskość. Każdy z tych czynników potrzebuje zawsze dwóch pozostałych: empatia bez autentycznego szacunku zamienia się w "klub pocieszenia" i powierzchowne psychologizujące "ple-ple". Szacunek bez empatii i autentyczności przybiera postać postawy nauczycielskiej i jest niewiarygodny - poprawne bycie na dystans. Autentyczność przy braku empatii i szacunku staje się brutalnym waleniem prawdą między oczy. Być Wojownikiem to naprawdę fascynująca ale i wiele wymagająca przygoda... Dobry wojownik to mądry wojownik. A czasem wiele siły trzeba użyć, by nie reagować tylko działać - co w rzeczy samej oznacza najczęściej brak jakiegokolwiek działania.

za: "Mężczyźni nie są skomplikowani" - Andreas Malessa, Ulrich Giesekus


Zawsze przychodzi ten czas, ten moment, że trzeba oddać cumy. Łódź w porcie przywiana cumami do pomostu jest bardzo bezpieczna, lecz nikt nie buduje łodzi by potem ją uwiązać na cumach do brzegu. Łódź jest po to by walczyć ze sztormem na środku oceanu.
I jeszcze kilka nocy a słońce nie będzie zachodzić, nie będzie się kryło za horyzontem... A potem znów przyjdzie dłuuuga noc... Jak to w życiu. I znów zatęsknię za południowym słońcem i czerwonym winem sączonym w ciepły wieczór gdzieś tam, blisko równika...


sobota, 18 maja 2013

Co mi Panie dasz w ten niepewny czas?



Jesteśmy jedni dla drugich pielgrzymami, którzy różnymi drogami zdążają w trudzie na to samo spotkanie...
(Antoine de Saint-Exupéry)

czwartek, 25 kwietnia 2013

lubię indiańskie opowieści...


Stary Indianin rzekł swojemu wnukowi: "Moje dziecko, w każdym z nas toczy się bitwa pomiędzy dwoma wilkami.
Jeden jest złem. To złość, chciwość, uraza, poniżanie, kłamstwa i ego.
Drugi jest dobrem. To radość, pokój, miłość, nadzieja, pokora, życzliwość i prawda."

Chłopiec pomyślał nad tym i zapytał: "Dziadku, który wilk zwycięża?"
Stary człowiek cicho odpowiedział: "Ten, którego karmisz."



W byciu mądrym chodzi o dwie rzeczy.
Żeby mieć wiele do powiedzenia i potrafić zachować to dla siebie...

czwartek, 11 kwietnia 2013

Pamięć dłuższa niż nienawiść


O! Polsko! póki ty duszę anielską
Będziesz więziła w czerepie rubasznym,
Poty kat będzie rąbał twoje cielsko,
Poty nie będzie twój miecz zemsty strasznym.
Juliusz Słowacki

Taką sobie listę uczyniłem... Listę dziwnych zgonów... Zgonów, które pojedynczo rozpatrywane wydają się być nieszczęśliwymi wypadkami, tudzież samobójstwami. Żadna z osób na tej liście nie zmarła z powodów naturalnych, każda z tych śmierci była nagła... A wszystko obraca się wokół tematu katastrofy w Smoleńsku...

1. Grzegorz Michniewicz
2. chorąży Stefan Zielonka
3. Biskup Mieczysław Cieślar
4. Krzysztof Knyż
5. profesor Marek Dulinicz
6. Doktor Dariusz Ratajczak
7. Eugeniusz Wróbel
8. Krzysztof Zalewski
9. Remigiusz Muś
10. generał Sławomir Petelicki
11. profesor Stefan Grocholweski
12. Dariusz Szpineta
13. porucznik Adam Adamski
14. profesor Józef Szaniawski

Pogooglowałem więc odrobinę i takie sobie informacje w necie znalazłem....

Grzegorz Michniewicz. Pierwsza ofiara. Dyrektor generalny kancelarii premiera. Osoba mająca najwyższy status dostępu do informacji tajnych. Jego przełożonym był Tomasz Arabski. Zginął w tajemniczych okolicznościach 23 grudnia tego samego dnia kiedy do Polski powrócił Tupolew z remontu. Wedle oficjalnej wersji popełnił samobójstwo wieszając się na kablu. Wcześniej jednak nic nie wskazywało na taki jego stan. Tuż przed mniemanym samobójstwem dzwoni do żony umawiając się na następny dzień , wysyła esemesy do znajomych. Osoby które go znały zgodnie twierdzą że nie miał żadnych stanów depresyjnych ani skłonności samobójczych. Po jego śmierci w mediach, przecież tak żądnych sensacji, zapada zadziwiająca cisza.

Chorąży Stefan Zielonka był szyfrantem. Druga ofiara. Zwłoki w stanie rozkładu zostały wyłowione z Wisły 27 kwietnia 2010. Rok wcześniej szyfrant Zielonka oficjalnie zaginął. Ciało było w stanie rozkładu natomiast dokumenty przy nim idealnie zachowane. To była ważna osoba w polskim wywiadzie. Miał dostęp do najbardziej tajnych materiałów będących w posiadaniu polskiego rządu. Fachowiec, który szkolił innych, jeden z najlepszych w kraju. Doskonale znał kanały i sposoby przekazywania tajnych informacji. Mimo że sprawa winna była wzmóc najwyższą czujność organów państwowych i mimo że rozkład zwłok kolidował ze znakomicie zachowanymi dokumentami – stwierdzono samobójstwo. Mainstreamowe media nie dociekały.

Biskup Mieczysław Cieślar. Trzecia ofiara. Ginie 18 kwietnia 2010 roku w wypadku samochodowym. Miał być następcą ks. Adama Pilcha, pełniącego obowiązki Naczelnego Kapelana Ewangelickiego Wojska Polskiego, który poniósł śmierć w Smoleńsku. Biskup Mieczysław Cieślar był specjalistą od tematyki inwigilacji środowisk protestanckich przez SB. Wedle pewnych źródeł, po katastrofie odebrał telefon od ks. Pilcha. Po jego śmierci, tak niesamowitej gdy kilka dni po katastrofie ginie następca głównego kapelana wojskowego, zapada w mediach głucha cisza.

Krzysztof Knyż operator „Faktów” TVN. Czwarta ofiara. Pracował z W. Baterem. Wedle informacji podanej zdawkowo przez TVN umiera 2 czerwca. Niejasne krótkie komunikaty mówiły o chorobie. Prasa zagraniczna pisała iż został zamordowany we własnym mieszkaniu. Wedle pewnych źródeł sfilmował awaryjne lądowanie Tupolewa na smoleńskim lotnisku co miał na żywo pokazać kanał informacyjny. Faktem jest że materiały telewizyjne z pierwszych chwil, gdy nie było wiadomo jeszcze co się stało i tuż sprzed katastrofy zniknęły. O śmierci Knyża w mediach była i jest cisza.

Profesor Marek Dulinicz. Wybitny polski archeolog. Piąta ofiara. Ginie w wypadku samochodowym w dniu 6 czerwca. Szef ekipy archeologów, która miała w czerwcu wyjechać do Smoleńska. Dulinicz był pomysłodawcą wyprawy, ale też osobą aktywną w staraniach o wyjazd.
W tym miejscu wspomnę Państwu tylko jak wyglądał śmiertelny wypadek samochodowy Waleriana Pańki szefa Najwyższej Izby Kontroli z początku lat 90-tych. W oponach było wywierconych setki mikroskopijnych dziurek, które dopiero gdy samochód jechał z dużą prędkością tworzyły zawirowania skutkujące wpadnięciem w poślizg. Tego dnia kierowca prezesa Pańko jechał z szybkością 150 km/h. Tego nie mogli, nie potrafili wykonać zwykli gangsterzy. To wiedza zastrzeżona dla służb. Po śmierci prof. Dulinicza jak i we wcześniejszych wypadkach na ten temat zapada cisza

Doktor Ratajczak. Szósta ofiara. Nie wiąże się go bezpośrednio z tragedią smoleńską, ale nie można jego osoby oddzielić od jej skutków. Zwłoki dr Dariusza Ratajczaka w stanie rozkładu znaleziono 11 czerwca 2010 w samochodzie zaparkowanym pod Centrum Handlowym Karolinka w Opolu. Świadkowie twierdzą że poprzedniego dnia samochodu na parkingu nie było. Komenda Miejska w Opolu Umorzyła śledztwo mimo że sami policjanci stwierdzili że śmierć nastąpiła 3-4 dni wcześniej. Doktor Ratajczak został wyrzucony z uczelni po opublikowaniu książki w której cytował niektórych autorów podważających część ustaleń dotyczących holocaustu. Poprzedzone to było nagonką rozpętaną przez opolską „Gazetę wyborczą”. Wiąże się tę śmierć z działalnością ujętego niedługo potem agenta Mossadu. Faktem jest że po 10 kwietnia nastąpiło rozprzężenie rodzimych służb i wzmożona działalność agentury. Zaś śmierć Dariusza Ratajczaka wyraźnie wskazuje na działanie tzw. nieznanych sprawców. Na temat jego śmierci – cisza.

Minister w rządzie PiS Eugeniusz Wróbel. Siódma ofiara. Zaginął 15 października. Poćwiartowane zwłoki wyłowiono z Zalewu Rybnickiego. Wybitny ekspert od spraw lotniczych. Jeden z nielicznych o takiej wiedzy w Polsce. Wybitny specjalista od komputerowych systemów sterowania lotem samolotów. Specjalista od precyzyjnej nawigacji satelitarnej dla lotnictwa. Ekspert przepisów lotniczych krajowych i unijnych. Inicjator powstania Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego. W latach 1998- 2001 uczestniczy m.in. w opracowaniu projektu prawa lotniczego. To tylko niektóre z kompetencji i osiągnięć ministra Wróbla. Zostaje rzekomo zamordowany przez oszalałego syna. Rodzina min. Wróbla jest jednak rodzina wzorcową – żadnych konfliktów. Syn nie zdradzający nigdy żadnych zaburzeń umysłowych początkowo przyznaje się do winy, potem wypiera się jej. Nie jest osadzony w areszcie i poddawany określonej prawem obserwacji psychiatrycznej jak to ma miejsce w wypadku morderstwa, tylko po jednej rozmowie z biegłym, który stwierdza jego całkowitą niepoczytalność, zostaje zamknięty w ośrodku dla umysłowo chorych. Podobno całkowicie niepoczytalny poćwiartował piłą zwłoki ojca, lecz w pokoju gdzie miało się to odbyć nie ma najmniejszych śladów makabrycznego czynu. Całkowicie niepoczytalny syn w sposób idealny, który byłby bardzo trudny dla osoby zrównoważonej, oczyszcza pokój. Minister Wróbel od początku mówił w prywatnych rozmowach że wrak w Siewiernym nie jest wrakiem Tupolewa którym lecieć miała nasza delegacja. Osobom dla które taka informacja o przekonaniu min. Wróbla zaskakuje i wątpią w nią dodajmy iż Antoni Maciarewicz w niedawnym radiowym felietonie stwierdził iż samolot nie uderzył w ziemię i wygląda to tak jakby co najwyżej rozsypał się w powietrzu. Minister Wróbel był członkiem komisji Maciarewicza. Te ohydne ćwiartowanie zwłok niektórzy uznają za ostrzeżenie: „Widzicie, będziecie kwestionować oficjalne ustalenia katastrofy, skończycie jak minister Wróbel.” Po jego śmierci zapada cisza, o którą łatwiej tym bardziej że zostaje dokonany mord na Marku Rosiaku, pracowniku biura poselskiego w Łodzi. Niektórzy łączą te dwie śmierci twierdząc iż głośna śmierć Rosiaka miała odwrócić uwagę opinii publicznej od ministra Wróbla.

Najnowsza sprawa zabójstwa eksperta lotniczego Krzysztofa Zalewskiego także – pisze „Gazeta Wyborcza”. Zalewski rzeczywiście wielokrotnie wypowiadał się w sprawie katastrofy jako ekspert na łamach „Naszego Dziennika” i „Gazety Polskiej”, ale też w TVN, Polsacie i TVP. Według prokuratury Zalewski został jednak zabity przez wspólnika, a tłem zabójstwa były sprawy finansowe.

Podobnie jak śmierć Zalewskiego, dyskutowane było samobójstwo chorążego Remigiusza Musia, który powiesił się w nocy z 28 na 29 października. Był członkiem załogi samolotu Jak 40, który 10 kwietnia 2010 r. lądował w Smoleńsku przed prezydenckim tupolewem. Odszedł ze służby, gdy rozwiązano 36. Pułk Lotnictwa, w którym latał. W sprawie jego śmierci PiS zorganizował specjalną konferencję. Antoni Macierewicz powiedział wówczas, że zgon może mieć związek z zeznaniami Musia. A Jarosław Kaczyński dodawał, że śmierć „nie jest przypadkowa”. Posłowie Artur Górski i Marek Suski mówili, że „po Polsce krąży seryjny samobójca”. Jak było naprawdę? Według kolegów Musia chorąży odszedł z pułku, bo nie chciał się przekwalifikować na latanie śmigłowcem. Chciał otworzyć firmę komputerową. Interesy jednak nie szły, pojawiły też się problemy osobiste – pisze „Gazeta Wyborcza”.

Inne śledztwo, które część mediów wiąże ze Smoleńskiem to śmierć gen. Sławomira Petelickiego, twórcy jednostki specjalnej GROM. Zastrzelił się 12 czerwca 2012 r. Natychmiast pojawiły się głosy, że „człowiek jego pokroju nie był zdolny do samobójstwa”. Przypominano, że krytykował rząd za działania przed katastrofą smoleńską i po niej. – Wykluczamy udział osób trzecich. Badamy, czy ktoś nie nakłaniał ofiary do targnięcia się na własne życie. Czekamy na ekspertyzy śladów DNA, opinię balistyczną, trwają też przesłuchania świadków, którzy mieli przed śmiercią kontakt z generałem – powiedział Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy warszawskiej Prokuratury Okręgowej.

Gazeta przytacza ostatnie wyliczenia smoleńskich śmierci podawane m.in przez portale Niezalezna.pl i Niepoprawni.pl. Mówią one nawet o 13 ofiarach. Gazeta Wyborcza przygląda się większości z nich. To np. śmierć prof. Stefana Grocholewskiego, eksperta od odczytywania czarnych skrzynek (zmarł 10 dni przed katastrofą) czy samobójstwo Grzegorza Michniewicza, dyrektora w kancelarii premiera (pięć miesięcy przed Smoleńskiem)

Inne ofiary smoleńskie to: Eugeniusz Wróbel - b. wiceminister transportu, 15 października 2010 r. zamordowany przez niezrównoważonego psychicznie syna Krzysztof Knyż, operator „Faktów” TVN, który był na miejscu katastrofy, zamordowany w mieszkaniu przez nieznanych sprawców; prof. Marek Dulinicz - archeolog, miał jechać do Smoleńska; zginał w wypadku samochodowym, miał jechać na badania miejsca katastrofy; Dariusz Szpineta - ekspert lotnictwa; powiesił się podczas wakacji w Indiach, wcześniej wypowiadał się krytycznie o rosyjskiej wersji przyczyn katastrofy; Adam Adamski - porucznik BOR, kilka tygodni temu zmarł w konsulacie w Tadżykistanie, po pobiciu. W BOR był pirotechnikiem, ale od wielu lat nie brał udziału w sprawdzaniu samolotów VIP.

Kolejną ofiarą jest sowietolog prof. Józef Szaniawski. Zginął podczas samotnej wycieczki po górach. Spadł w przepaść schodząc ze Świnicy.

"Gdy miłość Ojczyzny gaśnie, nastają czasy łotrów i szaleńców" - H. Sienkiewicz


wtorek, 27 listopada 2012

medytacje miejskiego taksówkarza


Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie.
Był późny wieczór, pomyślałem że klient się rozmyślił i wrócę do "bazy"... ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. "Minutkę!", odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze...

Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska , na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych.

U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.

Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.

"Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?", zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.

Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika.

Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. "To nic", powiedziałem, "Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę."

"Och, jesteś takim dobrym chłopcem" , odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: "Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?"

"To nie jest najkrótsza droga", odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty.

"Och, nie mam nic przeciwko temu", powiedziała. "Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum."

Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. "Nie mam już nikogo z rodziny", mówiła łagodnym głosem. "Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele..."

Wyłączyłem licznik... "Którędy chce Pani jechać?"

Przez kilka godzin jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy. Jechaliśmy przez okolicę, w której żyli z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła abym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna. Czasami prosiła by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.

Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle "Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę". Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to był niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki.

Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi. Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.

"Ile jestem panu winna?" Spytała, sięgając do torebki.

"Nic", odpowiedziałem.

"Trzeba zarabiać na życie", zaoponowała.

"Są inni pasażerowie," odparłem.

I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.

"Dałeś staruszce małą chwilę radości", powiedziała. "Dziękuję".

Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka. Za mną zamknęły się drzwi - był to dźwięk zamykanego Życia.

Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów.Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał? Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu.

Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.

Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną. Nie przegapmy ich...

niedziela, 18 listopada 2012

Te prometo una vida apasionate

Dwa podróżujące anioły zatrzymały się na noc w domu bogatej rodziny.
Rodzina była niegrzeczna i odmówiła aniołom nocowania w pokoju dla gości, który znajdowali się w ich rezydencji. W zamian za to anioły dostały miejsce w małej, zimnej piwnicy. Po przygotowaniu sobie miejsca do spania na twardej podłodze, starszy anioł zobaczył dziurę w ścianie i naprawił ją. Kiedy młodszy anioł zapytał dlaczego to zrobił, starszy odpowiedział, "Rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają."

Następnej nocy anioły przybyły do biednego, ale bardzo gościnnego domu farmera i jego żony, by tam odpocząć. Po tym jak farmer podzielił się, resztą jedzenia jaką miał, pozwolił spać aniołom w ich własnym łóżku, gdzie mogły sobie odpocząć. Kiedy następnego dnia wstało słońce, anioły znalazły farmera i jego żonę zapłakanych. Ich jedyna krowa, której mleko było ich jedynym dochodem, leżała martwa na polu. Młodszy anioł, był w szoku i zapytał starszego anioła: "Jak mogłeś do tego dopuścić ?". "Pierwsza rodzina miała wszystko i pomogłeś im" - oskarżył. "Druga rodzina miała niewiele i dzieliła się tym co miała, a ty pozwoliłeś, żeby ich jedyna krowa zdechła".

"Rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają" - odpowiedział starszy anioł. "Kiedy spędziliśmy noc w piwnicy tej rezydencji, zauważyłem że w tej dziurze w ścianie było schowane złoto. Od czasu kiedy właściciel się dorobił i stał się takim chciwcem niechętnym do tego by dzielić się swoją fortuną, w związku z czym zakleiłem tą dziurę w ścianie, by nie mógł znaleźć złota znajdującego się tam."

"W noc, która spędziliśmy w domu biednego farmera, Anioł Śmierci przyszedł po jego żonę. W zamian za nią dałem mu ich krowę. Rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają."




Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna
Czesław Miłosz

niedziela, 11 listopada 2012

właściwy czas

Najpierw Cię ig­no­rują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą.
Później wyg­ry­wasz.
Mahatma Gandhi


czyżby to już był ten moment?
a Mędrzec Kohelt mówił już dawno temu: Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem...


sobota, 10 listopada 2012

szczęście to...

Było to w wigilijny wieczór. Francuski biskup Fenelon (+1715) chciał wynagrodzić trzech robotników, którzy w jego domu wykonywali naprawy. 
  - Tu na stole - rzekł do nich - leżą 3 złote monety i 3 pożyteczne książki. Niech każdy z was wybierze sobie monetę albo książkę. 
Dwóch robotników zdecydowało się bez namysłu na pieniądze. Trzeci zawahał się przez chwilę, w końcu wybrał książkę.
 - Mam w domu niewidomą matkę, będę jej wieczorami czytał.
Biskup uśmiechnął się i powiedział:
 - Niech pan otworzy kartę tytułową.
Robotnik otworzył książkę i zobaczył naklejone na karcie tytułowej... trzy złote monety. Dwóm rozczarowanym biskup nie omieszkał przypomnieć:
 - Kto przenosi złoto nad to, co przynosi pożytek duchowy, musi się zadowolić mniejszym zyskiem. Kto zaś pragnie dóbr wiecznych, dostanie też i ziemskie.
Dlatego Chrystus powiedział: "Szukajcie królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane".




piątek, 27 lipca 2012

Kiedy przyszli...

"Kiedy przyszli" to tytuł utworu Martina Niemöllera (1892-1984), niemieckiego pastora Kościoła Luterańskiego; wiersz ten został napisany w obozie w Dachau w 1942 roku.

Als die Nazis die Kommunisten holten, habe ich geschwiegen;
ich war ja kein Kommunist.
Als sie die Sozialdemokraten einsperrten, habe ich geschwiegen;
ich war ja kein Sozialdemokrat.
Als sie die Gewerkschafter holten, habe ich nicht protestiert;
ich war ja kein Gewerkschafter.
Als sie mich holten, gab es keinen mehr, der protestieren konnte.


i jego polskie tłumaczenie:
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.


Istnieją pewne kontrowersje dotyczące wymienionych grup i kolejności, w jakiej pojawiają się w tekście. Oprócz Żydów, komunistów, socjaldemokratów i związkowców pojawiają się nieuleczalnie chorzy, Świadkowie Jehowy, mieszkańcy okupowanych krajów, katolicy, szkoły, prasa i Kościół. Wynika to stąd, że Niemöller od 1946 roku wplatał powyższy tekst do swoich przemówień i często go modyfikował.
O szczegółach tych modyfikacji oryginalnego tekstu można przeczytać tutaj.


Czy wiecie, że pierwszym krajem w Europie, który zalegalizował aborcję, był Związek Radziecki w listopadzie 1920 r., a uczynił to ludobójca komunistyczny Lenin?
W Polsce jako pierwsi wprowadzili aborcję hitlerowcy.
Zaraz potem PZPR, 27 kwietnia 1956 r., w warunkach terroru komunistycznego, drogą ustawy państwowej, narzuciła realizację dyrektywy ludobójcy Lenina.
Czy można się jeszcze dziwić, że dzisiaj czerwoni chcą w Polsce znowu narzucić tą samą drogą realizację dyrektywy ludobójcy Lenina, czyli «swobodę aborcji»???
Historia uczy, że najpierw na śmierć idą dzieci nienarodzone, potem księża, a na końcu my, wierni katoliccy. Tak było podczas rewolucji francuskiej, tak było w czasie rewolucji bolszewickiej i tak było w Trzeciej Rzeszy. Wielka zbrodnia zaczyna się od legalizacji aborcji…
"Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości" - to cytat z Jana Pawła...
Polska jako naród nigdy nie rozliczyła się z tych 25 mln dzieci zabitych w czasach, kiedy aborcja była legalna. Ta sprawa obciąża nasze narodowe sumienie, to jest wielki grzech społeczny.