powracające każdego roku stałych pór nawrotem Boże Narodzenie przypomina o Obecności...
tej to właśnie Obecności, obecności Boga, obecności Człowieka, obecności Przyjaciela życzę Ci z całego mojego małego serca...
pośród ciemności codziennych poszukiwań drogi niech gwiazda betlejemska zawsze wskazuje Ci tę najwłaściwszą ścieżynę, prowadzącą ku Niemu, ku Bogu, który kiedyś miał w żłobie tron...
czwartek, 24 grudnia 2009
poniedziałek, 21 grudnia 2009
adwentowe refleksje III
pośród świątecznego zabiegania proponuję małą przerwę...
pozdrawiam przedświątecznie...
pozdrawiam przedświątecznie...
czwartek, 17 grudnia 2009
adwentowe refleksje II
One day at a time sweet Jesus
That's all I'm asking from you.
Just give me the strength
To do everyday what I have to do.
Yesterday's gone sweet Jesus
And tomorrow may never be mine.
Lord help me today, show me the way
One day at a time...
That's all I'm asking from you.
Just give me the strength
To do everyday what I have to do.
Yesterday's gone sweet Jesus
And tomorrow may never be mine.
Lord help me today, show me the way
One day at a time...
poniedziałek, 7 grudnia 2009
adwentowe refleksje
Just remember in the winter
Far beneath the bitter snow
Lies the seed that with the sun's love,
In the spring, becomes the rose...
Far beneath the bitter snow
Lies the seed that with the sun's love,
In the spring, becomes the rose...
środa, 25 listopada 2009
E=mc2 czyli kłopoty ze samoświadomością...
Stosunkowo trudno jest podać definicję samoświadomości... Wikipedia podje, że samoświadomość to zdawanie sobie sprawy z doświadczanych aktualnie doznań, emocji, potrzeb, myśli, swoich możliwości, ale też ograniczeń, autokoncentracja uwagi.
pozornie proste... ale tylko pozornie...
może wpierw trzeba by się spytać, po co nam samoświadomość? odpowiedź wydaje się być oczywista - samoświadomość potrzebna jest człowiekowi do przewidywania skutków własnych działań. jak można zrobić dobry rachunek sumienia, jeśli nie dokona się aktu autorefleksji... można więc rzec, że samoświadomość to taki wewnętrzny model samego siebie oddziałującego z wewnętrznym modelem otoczenia. sporo tu immanencji...
jednakże, aby mówić o samoświadomości trzeba wpierw niejako poobserwować siebie z zewnątrz... i tu mamy kłopot... jak to możliwe, by "wyjść z siebie" i poobserwować się z boku? dla jakiejś części ludzi jest to zjawisko niejako po za ich możliwościami... łatwo widzieć drzazgę w oku brata niż własny problem z percepcją świata, z pokrzywioną hierarchią wartości, ze swoimi nieuporządkowanymi emocjami czy sztucznie wykreowanymi potrzebami... generalnie z belką we własnym oku... no a prawdziwa tragedia rozgrywa się wówczas, kiedy z taka belka próbuje się manipulować w cudzym oku...
ten, kto kiedykolwiek zastanawiał się jak wyprowadzić wzór E=mc2 wie już, że sprawa nie jest jednak taka prosta ;) wydaje się, że do tego potrzebna jest znajomość Szczególnej Teorii Względności albo nawet, Boże uchowaj, jej zrozumienie... a tak naprawdę wszystko sprowadza się do drzazgi i belki... no i oczywiście do wyciągania wniosków z tego, co się zaobserwowało u siebie...
samoświadomość oznacza, że zawsze muszę zaczynać od siebie.
pozornie proste... ale tylko pozornie...
może wpierw trzeba by się spytać, po co nam samoświadomość? odpowiedź wydaje się być oczywista - samoświadomość potrzebna jest człowiekowi do przewidywania skutków własnych działań. jak można zrobić dobry rachunek sumienia, jeśli nie dokona się aktu autorefleksji... można więc rzec, że samoświadomość to taki wewnętrzny model samego siebie oddziałującego z wewnętrznym modelem otoczenia. sporo tu immanencji...
jednakże, aby mówić o samoświadomości trzeba wpierw niejako poobserwować siebie z zewnątrz... i tu mamy kłopot... jak to możliwe, by "wyjść z siebie" i poobserwować się z boku? dla jakiejś części ludzi jest to zjawisko niejako po za ich możliwościami... łatwo widzieć drzazgę w oku brata niż własny problem z percepcją świata, z pokrzywioną hierarchią wartości, ze swoimi nieuporządkowanymi emocjami czy sztucznie wykreowanymi potrzebami... generalnie z belką we własnym oku... no a prawdziwa tragedia rozgrywa się wówczas, kiedy z taka belka próbuje się manipulować w cudzym oku...
ten, kto kiedykolwiek zastanawiał się jak wyprowadzić wzór E=mc2 wie już, że sprawa nie jest jednak taka prosta ;) wydaje się, że do tego potrzebna jest znajomość Szczególnej Teorii Względności albo nawet, Boże uchowaj, jej zrozumienie... a tak naprawdę wszystko sprowadza się do drzazgi i belki... no i oczywiście do wyciągania wniosków z tego, co się zaobserwowało u siebie...
samoświadomość oznacza, że zawsze muszę zaczynać od siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
